Docieranie silnika i serwis na 1000 km oraz jazda zimą.

Docieranie i serwis na 1000 km oraz jazda zimą.

 
 

Jak już pisałem wcześniej motor odebrałem praktycznie w grudniu. Ale tablice przyszły nieco później.

Dość mocno zastanawiałem się czy jeździć w zimę. Przecież nie jeździłem na moto ponad 20 lat nie licząc epizodu MZ trophy, o którym poniżej w blogu. Wiele osób mówiło, że zwariowałem i że to niebezpieczne itd. Itp. I etc. 😊

Jednak przez wiele lat prowadzenia firmy nauczyłem się balansować z rozsądkiem. I wiem, że zazwyczaj strach zaślepia nam oczy. Co nie oznacza, że można dawać w palnik a właściwie dwa palniki ile wlezie.

Dlatego doszedłem do wniosku, że docieranie  v strom-a w zimie to całkiem niezły pomysł.

Oczywiście zima na zachodzie jest jaka jest. Tak naprawdę jest to sucha jesień przechodząca w wiosnę. Tego roku śniegu u nas było aż trzy dni. Nawet sanek nie zdążyłem z piwnicy dziecku wyciągnąć. 

Bardzo często zdarzało się, że temperatura przez dwa trzy dni była grubo na plusie. Nawet raz było 12,C. 

Ponieważ mogę sobie pozwolić na wypady w południe miałem dużo więcej czasu na docieranie.

Zapiąłem więc TC 2 ( Track control poziom drugi – kontrolę trakcji) i powolutku jak rowerem rozpocząłem jazdę.

Oczywiście cały czas z tyłu głowy miałem nowe opony na granicy ich możliwości termicznej. Choć ku mojemu zdziwieniu seryjne opony bardzo dobrze nabierały temperatury. I tak przez dwa baki paliwa docierałem opony. Z prędkościami nie przekraczającymi 3500 obrotów. Nie było to takie proste. Suzuki bardzo lubi obroty około 4500 -6000 a na niskich zakresach jest upierdliwie szarpiące.

I tak powoli, powoli praktycznie 3-4 razy w tygodniu szlifowałem cylindry.


Jazda w zimie jest bardzo specyficzna i rządzi się swoimi prawami:

Właściwie o rozwijaniu prędkości powyżej 70 km/h możemy zapomnieć. Wyjątkiem są tu drogi ekspresowe i autostrady i to też w piękną pogodę. 
  • Poranki do godziny 10 nie wchodzą w grę.
  • Jeździmy przy osi jezdni ponieważ krawędź drogi potrafi być zamrożona nawet przez kilka plusowych dni.
  • Bardzo uważamy na czarny lód a on bardzo często znajduje się w dołkach i przy prawej krawędzi.
  • Hamowanie tylko tyłem.
  • Bez ABS bym się nie pchał na drogę.

Oczywiście KIEDYŚ !! (i tu znajdzie się dużo chojraków. Jak to w Polsce.) nie mieliśmy ABS i ESP ale młodość jest nieśmiertelna i o tym trzeba pamiętać. 



I tak nawet nie wiem kiedy do końca lutego przeleciał tysiączek.

Czyli pierwszy serwis na 1000 km.

Wielka ekscytacja pierwsza trasa po okresie jazdy do dokoła komina. Przede mną 240 km 😊

120km do Gorzowa do salonu suzuki i tyle samo do domu.  Jechało mi się naprawdę przyjemnie. Była piękna pogoda świeciło słońce. Oczywiście ubrany byłem jak cebula i wyglądałem jak ludzik Michelin.

Jazda w zimie też nauczyła mnie oglądania się za siebie bez kręcenia głową. Czyli puszczam rączkę i skręcamy się w kręgosłupie. Ponieważ ówczesne ubranie właściwie uniemożliwiało mi kręcenie głową.

Po czym oddałem motor mechanikowi i za 30 minut był już gotowy.  Koszt jakieś 300 zł.

Droga powrotna była tez świetna. Jednak posąg „Jezusa Chrystusa Króla polski” w Świebodzinie przywitał mnie deszczem. I tu zaczęła się jazda bez trzymanki. Zrobiło się ślisko jak na błocie. Przy 50km/h tył mi latał z lewa na prawą, TC świeciło się niemal cały czas. Postanowiłem wbić się na S3. Tam była jeszcze resztka soli i asfalt lepszej jakości. W ten sposób zmagając się z tirami i wiatrem jakoś doczłapałem się do domu. MASAKRA!!!

Wniosek z tego jest jeden!

Nie kupujcie motocykla, którego sprzedawcy nie ma w waszym mieście. Oczywiście to taki żart!

A już niebawem pierwsza jazda suzuki v strom dl 650xt wrażenia itp

 

Komentarze

Najpopularniejsze posty